| |
przeszłość będzie odbijała nam się czkawką przez całe życie. będzie zalegać, gdzieś tam na dnie, jak niestrawiony posiłek, będzie powodować bóle brzucha, przywoływać nocne strachy, wyciskać łzy z oczu czy ubezwłasnowolniać własny rozsądek. będzie atakować podświadomość, każąc nam wybierać wciąż takich samych przyjaciół (jak ci, którzy nas zawiedli) czy zakochiwać się wciąż w jednym typie osób (który to typ nigdy nas nie satysfakcjonował). będzie zatruwać nam kolejne święta wspomnieniem tych poprzednich. będziemy wciąż powielać te same błędy, wciąż zaglądać do kieliszka, jeśli zaglądaliśmy do niego wcześniej, okaleczać się, gdy robiliśmy to już w przeszłości albo głodzić się, chociaż kiedyś prawie się wykończyliśmy. będziemy rozpamiętywać stare klęski, dawne porażki, niegdysiejsze wstydy, niedawne straty. każdy na swój sposób. każdy ma swoją przeszłosć, która będzie mu się odbijać czkawką, jeśli jej nie przełknie, nie strawi i nie wydali. jeśli się z nią nie pogodzi. jeśli jej nie zaakceptuje.
ja się powoli uczę akceptować przeszłość. | |
|
tyk tyk tyk tyk tyk tyk tyk
zegar tyka. czas się kończy. czekam na cud. | |
|
Mama co wieczór usypiała swoją córeczkę, śpiewając jej ulubioną kołysankę. Mała lubiła smutne kołysanki, na szczęście ta miała pocieszające zakończenie. Nie zawsze tak w życiu bywa. Pewnej nocki do domu wpadł wielki, potworny pies, porwał mamę (zawsze bała się psów) i dziewczynka już nigdy jej nie zobaczyła.
| |
|
Cyk. Cyk. Cyk.
Pokostowanie desek to niesamowicie fascynujące zajęcie. Miesza się pokost z rozcienczalnikiem, podgrzewa, a potem taką ciepłą, dziwnie pachnącą substancją impregnuje się deski. Pokost wsiąka w drewno, ale nie może zostawić na nim powłoki lakierowej. Drewniane belki są w ten sposób chronione przed wilgocią.
Wynajdzie mi ktoś taki pokost do duszy? Muszę się zapokostować. Zaimpregnować serce, płuca i kilka innych rzeczy, które mam w środku. Zaimpregnować twarz i myśli. Ale jednocześnie nie zamknąć się pod lakierową skorupką.
Muszę przeprowadzić remont samej siebie. | |
|
Znowu śniły mi się motyle. Ćmy raczej. Byłam zamknięta w pokoju z otwartym oknem, w którym nie można wyłączyć światła. Ćmy obsiadały mnie po kolei, jedna po drugiej, a największa usadowiła się na moim gardle i zaczęła mnie dusić. Próbowałam z siebie wydusić jakikolwiek krzyk, a kiedy mi się to udało, obudziłam się - przestraszona, że współlokatorka zaraz przyjdzie do pokoju. Jasno. Za jasno. Zwlokłam się z łóżka. Zawiodły mnie moje nogi, były miękkie i mdłe, jak z waty cukrowej. Serce trzepotało się we mnie niczym ptaszek w klatce. Podniosłam się jakoś i poszłam zapalić papierosa. Nie powinnam palić. Palenie papierosów również przyczynia się do wystąpienia choroby i zwiększa ryzyko jej ujawnienia 7-8 krotnie. Wiem, ale jakoś nie mogę przestać. Nałóg już mnie wciągnął. Jedyne, co mogę zrobić, to nauczyć się puścić kółko przez środek ośmiu pozostałych, może Phillip Morris odpali mi jakąś działkę. No cóż. Czeka mnie kolejny rok łykania tych cholernych tabletek i comiesięcznego latania jak kot z pęcherzem po laboratoriach diagnostycznych i gabinetach lekarskich. Miła perspektywa, zwłaszcza że mam świadomość, że to już niewiele pomoże. I tak czeka mnie skorzystanie z dobrodziejstw jodu radioaktywnego I-131. No cóż, mówi się trudno. Nikt nie powiedział, że życie będzie łatwe.
| |
|
no... proszę sobie wyobrazić... druga połowa lat osiemdziesiątych już dawno minęła a odciski od papierosów wciąż takie same | |
|
stukot kul ciężar gipsu na nodze papieros za papierosem zabijanie nudy czytaniem już na pamięć znanych, starych książek brzuch cały w siniakach po zastrzykach duchota, moskitiera i otwarte okno tęsknota hektolitry wypijanej wody niezdarne kapiele komary w przerażających ilościach odliczanie dni | |
|
prześliczne.. przepiękny utwór, cudne słowa.. wsłuchajcie się...
- Music:Люди Осени - Серое Море. Вечно
| |
|
wiem, łamię odwieczny zakaz niepalenia na piętrze domu... ale nie mogę. nie mam siły. - Music:Magenta - I Need My Love
| |
|
odnalazłam swoje stare zdjęcia na którejś z zakurzonych płyt i oglądając je, uroniłam niejedną łzę wzruszenia. teraz myślę, że te czasy były takie miłe, beztroskie, swobodne... (oświadczam, że nawet nie próbuję nazwać tych zdjęć artystycznymi, bo nimi nie są, nigdy nie miałam talentu do fotografii, to po prostu zwykłe pstryki z przeszłości)
 rozciągnięty beztrosko na pościeli, śpiący kociak, jeszcze chory, ale bezpieczny i szczęśliwy. nie wiadomo jeszcze w tym momencie, jak bardzo będzie dokazywał w przyszłości, ile śladów pazurów i zębów poznaczy jego kocią skórę, ile podbojów i powrotów do domu zaliczy, ile kociąt spłodzi.  mój nastoletni, błękitny azyl ze strasznym plakatem, komputer jako najważniejszy element wyposażenia - moja ucieczka od świata, wtedy wydawało mi się że jest od czego uciekać  mój widok z okna - neogotycki, dzwoniący dzwonami, stuletni kościół ze strzelistą wieżą, na którą tyle razy myślałam się wdrapać, i nigdy się nie udało  kącik za domem, miejsce dziecięcych zabaw, portal do innego świata, kwiat paproci. tych drzwi już nie ma, tych paproci także  brama, symbolicznie oddzielająca "te nasze" od reszty świata. rytuały conocne z zamykaniem jej i coranne z otwieraniem  pobliski budynek, zaraz za bramą w lewo, zawsze przerażał moje koleżanki idące do mnie po zmroku. budynek miał wiele nazw, linde, staliniec, stara stołówka. teraz oblepiany styropianem, obrzucany nowym tynkiem, ozdobiony nowym dachem, wkrótce ktoś w nim zamieszka. już nie straszy  drzwi do owego gmachu strachów, przyozdobione smutnym, brzydkim napisem  już zniszczony, zarośnięty i okradziony - niegdyś śliczny - ogród mojej zmarłej pięknej sąsiadki, drzwi do jej domu (już tam nikt nie mieszka)  kolejny portal do innego świata. zawsze lubiłam drzwi  alejki, żywopłot, lipy, zmierzch. teraz lipy są pokaleczone, a żywopłot wyrwany z korzeniami, po alejkach hula wiatr  drzwi od południowej strony domu, teraz już zamurowane. doniczki z pelargoniami, ciepła kawa zbożowa z mlekiem, sweter na koszulę nocną, miły poranek. tęsknię bardzo za miejscami, które zmieniły się nie do poznania | |
|
|